Co roku podczas Świąt Bożego Narodzenia w telewizji powtarza się komunikaty o nieludzkich warunkach, w jakich trzymane są hodowlane karpie. Pojawiają się głosy, że ta nasza tradycyjna wigilijna ryba wcale nie jest taka dobra i lepiej przerzucić się na inną.

 

Fakt – karp ma charakterystyczny, lekko mulisty posmak. Wynika to – niestety – właśnie z warunków, w jakich jest trzymany, jedzenia, jakie otrzymywał i wody, w jakiej pływał. Dlatego nie decydujmy się na kupno w ostatniej chwili, kierując się przekonaniem, żę tylko świeżo zabity karp ma „ten smak”, bo to nie jest prawda.

 

Tymczasem karp poza sezonem ma o wiele delikatniejsze mięso, które nawet po zamrożeniu jest o wiele smaczniejsze, niż te, które kupujemy „okazyjnie” w supermarkecie. Jeśli dodatkowo delikatnie natrzemy je solą cytrynową, przełożymy potartym korzeniem pietruszki – niewątpliwie będzie to prawdziwy król wigilijnego stołu.

 

Karpia zabijamy, patroszymy, ale nie dzwonkujemy, tylko nacieramy solą i otulamy pietruszką. Zawijamy w folię aluminiową, a dopiero potem paczkujemy w folię (lub w pojemnik plastikowy). Tak przygotowanego karpia możemy trzymać w zamrażalniku przez parę miesięcy (nie dłużej, niż pół roku) praktycznie bez utraty walorów smakowych.

 

Rozmrażamy go na kilka godzin przed podaniem, pietruszkę usuwamy tuż przed dzwonkowaniem.